Piłka nożna

Diego, trener enigma

photo-bramka

Barca przegrała z Atletico i odpadła z Ligi Mistrzów. To trzeba przeczytać ze trzy razy, żeby uwierzyć. Jak ja to lubię.

Oglądanie klęsk wielkich zespołów to moja cicha perwersja. Nic na to nie poradzę. Oczywiście lubię Barcę, doceniam, podoba mi się jej wirtuozeria. Ale o wiele bardziej podoba mi się, jak dostaje bęcki. Diego Simeone, trener Atletico, to bestia przebrana dla niepoznaki w ludzkie ubrania. Miliard emocji stłoczonych w jedno ciało zmuszone do noszenia jakiegoś krawata, do nieprzekraczania linii na murawie, mózg sztucznie i niesprawiedliwie oddzielony od 11-osobowego ciała, którym steruje w jakiś niewyobrażalny sposób. Ja siłę jaka drzemie w tym osobniku, siłę zgoła nieczystą, zobaczyłam miesiąc temu, kiedy Diego zakrzywił przestrzeń. Nie można tego nazwać inaczej. Jego zespół walczył z PSV Einhoven o awans do kolejnej fazy rozgrywek, było remisowo, dogrywka nie dała rozstrzygnięcia i przyszedł czas na rzuty karne. Oba zespoły wykonywały je z nieprawdopodobną precyzją i koncentracją. Było 7:7, szli równo, wydawało się, że wpadli w trans doskonałości, że nigdy to się nie skończy. Napięcie niesłychane. Na trybunach, między zawodnikami, w telewizorach. A co dopiero musiało się dziać w duszy pana Diego! Nie wytrzymał. Nagle poderwał się, zaczął biec i rynkął coś – w niebo? do kibiców? Ryknął z tak nadludzką siłą, jaka może wydobyć się tylko z człowieka zarzynanego, nadziewanego na pal czy w inszy sposób oddzielanego od żywota. Ten ryk musiał zakrzywić przestrzeń, nie ma innego wytłumaczenia, bo Luciano Narsingha z PSV spudłował.
Diego Simeone konsultuje kwestie wyboru i ustawienia zawodników z astrologiem. Przed meczami ogląda horoskopy piłkarzy, żeby zobaczyć jakie mają moce na dany dzień. Czasem nie wystawia skorpionów, największe nadzieje wiąże z bliźniętami – bo są”agresywne, zmienne i intensywne”. To, co potrafi z nich wycisnąć przechodzi czasem ludzkie pojęcie. Taki właśnie był mecz z Barcą – seria niekończących się cudów, które można wytłumaczyć jakąś irracjonalną mocą, konszachtami. Argentyńczyk kiedyś dyrygował orkiestrą. Miał wtedy 10 lat i doskonale umiem sobie to wyobrazić.

Join the discussion

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *