Etny nienawiści, Niagary obłudy, oceany kłamstewek umajonych memami. Obserwując życie publiczne naszego kraju, można zaryzykować taką oto definicję: Polska to kraj, w którym raz na pięć lat wybucha wojna domowa, potem wszyscy muszą sprzątać zgliszcza, a następnie rozpoczyna się Konkurs Chopinowski.
Dobrze pamiętam, jak to 10 lat temu, w czasie podobnej, choć nieco mniejszej biegunki politycznej, rozpoczął się słynny konkurs pianistyczny. W jego trakcie Polacy masowo rozkochali się w muzyce Chopina i fora internetowe wprost pękały od komentarzy i emocji. Bo nagle się okazało, że każdy ma coś do zakomunikowania na temat muzyki, każdy się zna, posługuje pojęciami, ma ucho i wiele do powiedzenia. Tę fazę chopenizacji Polski bardziej zapamiętałam niż kampanię prezydencką z pełną zaskoczeń wygraną kandydata znikąd.
Nigdy na tym blogu, poświęconym delektowaniu się życiem w stylu slow, nie powstał żaden tekst o tematyce politycznej. Ale wzmożenie jest tak ogromne, że i ja temu – z czystej przekory – ulegam. Bo dzieją się rzeczy niesłychane, które warto odnotować.
Po pierwsze przestają działać rozmaite mechanizmy. Odbiorniki tv i wypełniona nią gwardia chyba odchodzi do lamusa. Internet, który przecież istniał i 10 lat temu, dopiero teraz naprawdę urealnił swoje moce w przepływie informacji i nawet bezzębni staruszkowie oglądają i ekscytują się youtuberami. Grabarze autorytetów nie nadążają w zasypywaniu trucheł. Jacyś pojedynczy ludzie zaczynają rozkładać system, kandydaci na prezydenta, ba – sam prezydent, kłaniają się w pas jakiemuś zwalczanemu przez system dziennikarzowi, który w dodatku w przypływie dobrego humoru na sobotnim grillu postanawia kandydować na najwyższe stanowisko w państwie. Wielkie akcje montowane za pomocą służb specjalnych okazują się niewypałami, a to, co parę lat temu pogrążyłaby kandydata, dziś okazuje się, że działa na jego korzyść! Zaczynają mocniej pracować jakieś psychologiczne sprężyny i ludzkość reaguje silniej i mniej racjonalnie. Kogoś nazywamy głupkiem i staramy się to udowodnić. Efekt? Ludzie mówią: a my kochamy głupka! Ktoś zachowuje się w sposób racjonalny, z szacuneczkiem i kulturą. Efekt? Ludzie nienawidzą go i wyzywają od zdrajców. Mam nadzieję, że na wydziałach socjologii aż huczy od prac dyplomowych opisujących te niezwykłe zjawiska.
Ale lećmy dalej. O ostatecznym wyniku wyborów prezydenckich nie zdecydują wcale debaty i bezpośrednie starcia, bo te wydają się kompletnie wyreżyserowanymi i nudnymi spektaklami, ale akcje specjalne i dziwne zdarzenia. Czy jeszcze rok temu mogliśmy sobie wyobrazić 4-godzinny wywiad z jakimś politykiem? Nie sądzę. A dziś ludzie się pchają do takich zawodów wytrzymałościowych. Bo lajki, bo suby, bo nasi muszą wygrać!
Parę obrazków naprawdę jest godnych zapamiętania. Oto do nazywanego faszystą i kucem Mentzena przybywa na piwo sam minister Sikorski. Samą swoją obecnością wydaje się uczłowieczać swego zapiekłego wroga. Przybywa do pogardzanego osobnika i się do niego łasi i uśmiecha. Wystawiony przez pisowców Nawrocki z hollywoodzkim uśmiechem wylicza wszystkie grzechy i zaniechania swoich popleczników i bez drżenia rączki podpisuje deklaracje mało mające wspólnego z linią wystawiającej go partii. Farsa to czy polityczna konieczność? I jedno i drugie, bo nasi muszą wygrać!
Wszystkiemu przygląda się publika, która dostaje obłędu. Ludzie o wysokich ilorazach inteligencji nagle zaczynają produkować komunikaty rodem z psychiatryka – że Braun jest ukrytą opcją Trzaskowskiego i obaj planują wkrótce razem utworzyć front gaśnicowy. Może nawet – dla równowagi – pomalowany na tęczowo? Lewica podlizuje się faszystom, a prawica się żre, dzieli i na siebie obraża. Kto jest kim, kto jest za kim? Czy iść na wybory ze świecą, żeby zaświecować puste pola w obawie przed wałami wyborczymi – oto są prawdziwe dylematy Polaków! Jeśli wygra Trzaskowski, to czy Braun trafi za gaśnicę za kratki? I czy spotka się na spacerniaku z Manuelą Gretkowską, która za soczystość swojej mowy nienawiści powinna według wszelkich europejskich standardów też tam trafić. I czy razem, trzymając się za rączki, będą słuchać z więziennego radiowęzła mazurków Chopina? Bo wreszcie nadejdzie upragniony, wzniesiony na zgliszczach prezydenckiej kampanii, wyczekiwany i jednoczący Polaków Konkurs Chopinowski.





Plakaty wyborcze pochodzą z płotu jednej ze studni oligoceńskich w Warszawie. Nie ma zdjęć plakatów pozostałych kandydatów, ponieważ albo zostały ukradzione, albo nie zostały zniszczone. Wybrałam tylko te po przejściach.
zoloft medication
zoloft medication
tadalafil pill
tadalafil pill
doxycycline monohydrate
doxycycline monohydrate
dexlansoprazole
dexlansoprazole