Podróże

Najbardziej poruszający kamień świata…

0020161209_165716

…najdoskonalej oświetlona kolekcja sztuki czy jedyny w swoim rodzaju most artystyczny. A może najdziwniejsza tama miejska. Albo najstraszniejsze korowody śmierci. Wiele jest rzeczy naj w mieście Lucerna. Z miejsca pojechałabym tam po raz drugi.

Mark Twain powiedział o Pomniku Lwa w  Lucernie: „To najbardziej poruszający i smutny kawałek kamienia na świecie”. No cóż, pisarz zmarł siedem lat przed wybuchem rewolucji październikowej i rozmaite smuteczki związane ze wznoszeniem pomników chwały nie zdążyły go ogarnąć. Ale nie podśmiewajmy się, to poważne przedsięwzięcie. Pomnik wykuty w pionowej skale piaskowca upamiętnia 760 szwajcarskich gwardzistów, którzy służyli na dworze króla Francji Ludwika XVI i zginęli w rewolucyjnej rzezi. Ugodzony włócznią lew, spoczywający na tarczy z lilią Burbonów kona z wyciągniętą łapą i rozdzierającym wyrazem pyska.  Bestia liczy sześć metrów na dziesięć i odbija się w tafli wody, w której skała jest zanurzona, w cichym i melancholijnym zakątku miasta. Pomnik powstał z inicjatywy Karla Pfyffera, jednego z gwardzistów, któremu się upiekło, bo w chwili masakry przebywał akurat na urlopie. Ćwierć wieku gromadził na ten cel pieniądze i wreszcie zlecił zaprojektowanie dzieła nie byle komu, bo duńskiemu mistrzowi – Bertelowi Thorvaldsenowi. Rzeźbiarz projekt wykonał, ale już nie nadzorował wykuwania, co było później przyczyną afery, bo realizatorzy postanowili dorobić lwu więcej grzywy. Kiedy Thorvaldsen zobaczył ukończoną rzeźbę, przybrał równie przerażającą minę, co umierający lew.
Ten pomnik łączy tragizm z nutą komizmu, a do tego okraszony jest porcją dziejowej ironii. Bo kto by pomyślał, że bidny górzysty kraj, którego ludność za chlebem najmowała się do obcych armii, będzie kiedyś tą zamożną Szwajcarią. I kto by pomyślał, że potomkowie tych, którzy wycinali co do nogi królów, księży i biednych gwardzistów będą żyć w strachu przed swoimi obywatelami, a zeświecczone państwo nie będzie ich potrafiło ostatecznie ochronić. A tymczasem najemni stworzą sobie państwo neutralne, które do niczego się nie miesza, ale za to na wypadek katastrofy ma przygotowane dla każdego obywatela doskonale wyposażony schron. Tak, tak, takie refleksje ogarniają człowieka, kiedy patrzy na lucerńskiego lwa. A żeby całkiem mu się nie zrobiło smutno, to powinien pomyśleć, że Amerykańscy konfederaci w Atlancie zrobili swoją wersję lwa (patrz tu) dla upamiętnienia wydarzeń z wojny secesyjnej, ufryzowawszy lwa zupełnie jakby miał zagrać w kreskówce Disneya, a przecież wytwórnia narodziła się dopiero pół wieku później.

1sclu0238
Kolejny punkt, którego absolutnienie nie można pominąć, będąc w Lucernie, to muzeum Rosengart – prywatna kolekcja sztuki rodziny Rosengartów, bez wątpienia najważniejszy prywatny zbiór Paula Klee, wybitny – Pabla Picassa i paru innych czołowych artystów XX wieku. Nawet jeśli kogoś sztuka nie zupełnie nie interesuje, to powinien tam pójść ze względów czysto technicznych – to najlepiej oświetlone (i nie jest to tylko moje zdanie) miejsce do oglądania dzieł sztuki. Perfekcyjne rozproszenie połączone z idealnie bezrefleksyjnym szkłem. To jest miejsce, w którym dzieła sztuki wraz z e swoją oprawą są jedyną rzeczywistością. Żaden inny świat tam się nie wkrada. Coś niesamowitego. No i waga samych dzieł. Kolekcję zaczął gromadzić handlarz i znawca sztuki Siegfried Rosengart, a w wieku 16 lat zaczęła mu w tej pasji towarzyszyć córka Angela, dziś ponad osiemdziesięcioletnia kobieta, która bywa tam codziennie i zawsze jest do dyspozycji, jeśli chodzi o oprowadzanie po kolekcji. To nie wydaje się typowe dla wyższych sfer, taka usłużność maluczkim, ale po poznaniu pana Wannera, króla bombek (przeczytacie o nim tutaj), zaczynam wierzyć, że takie zaangażowanie i prostolinijność to chyba jakiś szwajcarski patent. No więc Angela, nota bene modelka samego Picasssa występująca na kilku zgromadzonych tam obrazach, jest w posiadaniu tak nieprawdopodobnej wartości zbioru (tak artystycznie, jak i materialnie), że – to moje osobiste zdanie – warto przyjechać do tego kraju tylko i wyłącznie po to, żeby spenetrować ten niesłychany budynek i jego zawartość. Zdjęć tam robić nie wolno, nie pokażę więc mojego ulubionego obrazu Picassa „Kobieta bawiąca się z psem”, ale tutaj jest link.

1stc9027_1

W Lucernie mieści się jedyny w swoim rodzaju most, zwany Kapellbrücke (most kapliczkowy) przerzucony dziwnie, bo skośnie, przez rzekę Reuss. To najstarszy kryty drewniany most w Europie. Największym jego ewenementem są trójkątne malowane na desce pod sklepieniem obrazy pochodzące z XVII wieku. Jednym słowem – niebywale zachowana galeria sztuki na powietrza. Byłoby jeszcze lepiej, gdyby w 1993 roku nie doszło do pożaru (wybuchł przez rozgrzany silnik cumującej nieopodal motorówki), który strawił znaczną część mostu i tych dzieł. Ale początkowy odcinek ocalał razem z obrazami, dwie trzecie spłonęło, choć dość szybko zostało odbudowane. Te trójkątne malowidła to ewenement na skalę europejską. Powstały w dobie kontrreformacji i celem ich było, powiedzielibyśmy dzisiaj, promowanie kościoła katolickiego. Są ilustrowaną historią Lucerny, którą otwierają i zamykają wizerunki dwóch patronów: św. Leodegarda (biskupa męczennika, którego oślepiono, obcięto mu język i wargi, a na koniec ścięto) oraz św. Maurycego (także patrona rycerzy, farbiarzy i chorych na podagrę).

1st0038932

20161209_152510AAA

A jeśli już o rzece Reuss  mowa, to trzeba koniecznie wspomnieć o tamtejszej starej tamie. To jest jaz spiętrzający typu igielnego, czyli złożony z deszczułek. Spiętrzenia rzeki wpadającej dalej do jeziora regulowane są ręcznie i wyjmowanie poszczególnych „igiełek” z tej budowli wymaga dużych umiejętności. Nie pamiętam, w którym to roku Lucernę nawiedziła wielka powódź, która całkowicie zniszczyła stary jaz. W sprawie odbudowy musiało się, a jakże, odbyć lokalne referendum. Chodziło o to, czy nie postawić w związku z tym jakiegoś nowocześniejszego jazu. I co się okazało. Że mieszkańcy wcale nie chcą tej nowoczesności. Chcą trwać przy ręcznym przekładaniu deszczułek. Chcą zachować mniej wygodną tradycję. Czy to nie urzekające?

Reuss_River_needle_dam

W Lucernie zobaczymy też jeden z najbardziej przejmujących „Tańców śmierci” pędzla Jakoba von Wyla, na ścianie kolegium jezuitów, którego dziedziniec każdemu Polakowi skojarzy się z jednym.

20161209_154559AAAA

20161209_154911AAAAA

 

Najkorzystniejsze połączenie z Lucerną to bezpośredni lot do Bazylei liniami WIZZAIR, a potem połączenie kolejowe.

Wyloty z lotniska Chopina w Warszawie w piątki o 9.00 (na miejscu 11.05), a powrót w poniedziałek 6.25 (lądowanie o 8.25).

 

 

Join the discussion

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *