Smaki

Gotowi wydać całą pensję na jeden obiad…

lapan danie 2

…albo zamiast na urlop jadą gdzieś na koniec świata, żeby spróbować dania w gwiazdkowej restauracji… Kim są? To wyznawcy jedzenia, czyli foodies.

Foodie to nie to samo, co smakosz. Ten ostatni kojarzy mi się jakoś bardziej statycznie. To ktoś, komu się podaje, kto ocenia, docenia, opowiada, zna się. W smakoszu tkwi więcej dostojeństwa, w foodim − dynamiki i, nie ukrywajmy tego, szaleństwa. To bardziej obsesjonat smaku, zaspokajanie żądz podniebiennych stawiający na pierwszym miejscu. Często blogger, gotowy zrobić wiele, żeby spróbować, ciasteczka z węgorza albo jakiegoś dziwnego grzyba, którego wyciąga się z… ciała żuka.

Może pomyślałabym, że mówienie foodie na zwykłego smakosza to forma snobizmu, gdyby nie film „Uczta” (w oryginale „Foodies”) − szwedzki dokument z 2014 roku. Pokazuje czwórkę foodies w postaci skrajnej. Jest wśród niech zarówno początkująca blogerka kulinarna, która za wielomiesięczne oszczędności jedzie wypróbować jakieś danie, jak i blogerka z wyżyn, była litewska modelka zresztą, na której recenzje czeka w napięciu cały kulinarny świat. Ale jest też pewien bardzo forsiasty, choć wyglądający na przygłupa ex-właściciel sporej wytwórni płytowej, który jako jedyny na świecie człowiek odwiedził wszystkie 118 restauracji oznaczonych w przewodniku Michelina trzema gwiazdkami. Film towarzyszy mu w trakcie zaliczania ostatniej.

Dużo w tym filmie przykładów jedzenia i jego stylizacji, co do których ukuto już adekwatne określenie − food pornography. Spokojnie możemy przyjąć do wiadomości, że w ostatnich latach zmysłowość i atrakcyjność dań jest naszym nowym seksem. Sporo jest ciekawostek typu najbardziej idealne jabłka na świecie (nazywane Fuji apple, zdaje się, sprzedawane po 10 dolców za sztukę) czy zaglądanie na zaplecza najsłynniejszych michelinowskich restauracji właśnie − niektóre zaskakują, jak ta na tyłach jakiegoś parkingu w Tokio, bez żadnych szyldów i wskazówek jak do niej dotrzeć, w której jednak rezerwacje trzeba robić z kosmicznym wyprzedzeniem. I jest w filmie parę okazji do śmiechu, kiedy na przykład szef kuchni z hongkońskiej restauracji Bo Innovation prezentuje swoją specjalność  − „Sex on the Beach”. Danie wygląda jak zużyty kondom rzucony na piasek, przy czym ów „środek antykoncepcyjny” zrobiony jest misternie i realistycznie z różowej żelowej błonki i ułożony na sproszkowanych grzybach shiitake (tutaj to zobaczycie). Co ciekawe, wszystkie zyski ze sprzedaży tego dania przeznaczane są na walkę z AIDS.

Pewnie wielu chętnie potępiłoby te brewerie bogaczy latających po świecie, żeby wydać krocie na jakieś dziwne dania.  A to pasja (i cena) taka sama jak byczyć się dwa tygodnie na Dominikanie. A może nawet lepsza?

 

foodies photo-1OK

 

foodies photo-3OK

 

foodies photo-2OK

 

 

Fotosy z filmu „Foodies”, reż. Thomas Jackson, Charlotte Landelius, Henrik Stockare, Szwecja, 2014

 

 

 

Join the discussion

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *