Ludzie

Björk, właścicielka wszystkich dźwięków

Bjork1

Nie wiedziałam, że klatka na chomiki może tak pięknie grać, a chór grenlandzkich gospodyń domowych tak śpiewać. Wszystko dzięki niej.

Björk jest jak gejzer, który bez ostrzeżenia wytryskuje ci spod kuchennej podłogi (na co zresztą każdy Islandczyk jest mentalnie przygotowany) i wyobrażam sobie, jak trudne musi być zrobienie o niej filmu. Dobrego i prawdziwego, czyli takiego trochę wbrew niej. Wiemy, że mocno broni swojej prywatności i że wszystkie jej wizerunki sceniczne mają na celu odwrócenie uwagi od niej samej. Gejsza, mała dziewczynka hodująca owady czy mechaniczna lalka to fascynujące i sprytnie wykoncypowane maski ochronne. Film Hannesa Rossachera próbuje ogarnąć „zjawisko Björk” w sposób zwarty i z charakterystyczną dla kultur niemieckojęzycznych (tu złośliwy uśmieszek) systematycznością. Trwa ledwie 53 minuty i to pewnie jest akurat dla tych, co islandzkiej artystki nie znają albo i nawet nie lubią. Mają duże szanse zmienić zdanie. Ja to, przyznam się, chciałabym zobaczyć niemiłosiernie długi, rozlazły o niej dokument, z dłużyznami i wybuchami wulkanów pomiędzy. No, ale za to musiałby się wziąć Islandczyk, a nie Austriak.
Poza tym, że trudno się pogodzić z za krótkimi ujęciami, które w warstwie muzycznej trącą teaserem, to jest sporo ciekawostek. Na przykład, jak 14-letnia Björk daje punkowy koncert (dla przypomnienia pierwszą płytę wydała w wieku 11 lat i była zła na siebie, że nie zrobiła jej sama!). Nastoletnie dziewczę z kółkami różu na policzkach i głosem, który już tym wulkanicznym mrocznym echem grzmi. Miażdży. Albo jak na Grenlandii wpada na pomysł, żeby stworzyć kobiecy chór z miejscowych kobiet. Rozwiesza w supermarketach (mają coś takiego?) ogłoszenie i organizuje przesłuchania. I potem te zachwycone, okrąglutkie panie jadą z nią w trasę koncertową. Albo Björk, która postanawia stworzyć aplikację dla dzieci do komponowania czy bibliotekę wszystkich dźwięków i nagrywa wszystko, co można na świecie usłyszeć (od klatki na chomiki w roli perkusji – świetnej zresztą, przez głosy natury czy ich genialnych naśladowców – ma czarnoskórego, którego serce bije… ustami). I wreszcie Björk producentka, chyba najwspanialsza w tej roli. Pantokratorka dźwięków. Koledzy z zespołu wspominają nagrywanie jednej płyty, kiedy Björk, pewnie ku powszechnej trwodze, po kolei wykasowywała instrumenty. Aż do a capella. Głos Björk to może być jedna z ostatnich rzeczy wykasowanych przez Pana Boga na tym padole łez.

Druga, i póki co, ostatnia szansa, żeby zobaczyć film „Björk” na festiwalu Docs Against Gravity to czwartek 19 maja w Kinotece o godzinie 21.15

BP4_7051

Join the discussion

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *