Gekstra!

Smutny Poniedziałek – wersja radosna

gramofondj-PO

Oto dziejowy kawałek zespołu New Order doczekał się coveru z 1933 roku. Na cytrę, zdezelowany patefon i kieliszki.

Tajemniczej grupie Orkestra Obselete poświęcam cały wpis. Po prostu ich interpretacja kawałka „Blue Monday” rzuciła mnie na kolana. A rzadko rzucają mnie covery, jakoś przywiązuję się do oryginalnych wersji. Ale to instrumentarium rozbroi każdego analogowca… Patrzcie i słuchajcie!

Z tego, na czym się tam gra, najbardziej zafrapował mnie DOLCITONE, instrumentum tylko pozornie zbliżone do pianina. Trochę myszkowałam w internecie, żeby się dowiedzieć, co to, i w wywiadzie z Pawłem Romańczukiem, muzykiem i wytwórcą niezwykłych przyrządów grających znalazłam taką opowiastkę:

„Powstał na początku dwudziestego wieku, by służyć anglikańskim misjonarzom w trakcie misji w krajach tropikalnych. Ich działalność opierała się również na wykonywaniu pieśni chrześcijańskich, które są przecież nieodłącznym elementem każdej liturgii. Niestety, w tamtych krajach wszystkie instrumenty strunowe kompletnie się rozstrajały z powodu wysokiej temperatury. Wysokość dźwięku bardzo szybko się obniżała w wysokich temperaturach i misjonarze nie byli w stanie sobie akompaniować na takim fałszującym, rozstrojonym instrumencie. Z tego powodu stworzono instrument, który w żelazny sposób trzyma intonację. Źródłem dźwięku nie są bowiem struny (choć jest to instrument klawiszowy) tylko zestaw kamertonów osadzonych na jednej płycie rezonansowej. Źródłem dźwięku jest więc taki gruby, wygięty pręt. W rezultacie brzmi on trochę jak akustyczne fender piano, jak rhodes bez elektromagnesu w środku. Dla mnie to jest fascynujące, że taki instrument funkcjonował już sto lat temu, choć w naszej kulturze dulciton jest całkowicie nieznany”.

więcej tutaj

Dla porządku, nowego porządku jeszcze link do oryginału New Order z 1983 r.

 

Join the discussion

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *