Ludzie

Ekstaza wśród siwych głów

a roger po

Koncert  w berlińskim Tempodromie zakończył europejską część wielkiego tournee Rogera Hodgsona. Ale z takiego koncertu się nie wraca nigdy.

I pierwsze, co się robi, to sprawdza, kiedy można ruszyć na następny… Biletów na przyszłoroczny kwietniowy (!) koncert w Royal Albert Hall nie było już we wrześniu. To obłęd, któremu się nie dziwię.
Gdyby istniała kategoria konkursowa: najszybciej napisana piosenka, którą gra się najdłużej, to „Breakfast in America” chyba by zatriumfowała. Roger Hodgson, legendarny frontman Supertrampu skomponował ją (dodajmy: jako dziewiętnastolatek) w ciągu pół godziny. Po 45 latach ona wciąż porywa tłumy. Ten sam głos, ta sama niesamowicie pozytywna energia, i melodia, który trafia do kolejnych pokoleń.

Są środowiska, które kochają Hodgsona tak bezgranicznie, że owacje na stojąco odbywają się już przed koncertem. Tak było i w Berlinie, zresztą od dziesiątek lat ma on w Niemczech rzesze fanów. Że siwogłowi, że falują nawet osiemdziesięciolatki ze swoimi dziećmi koło sześćdziesiątki? To świadczy o mocy. Mejnstrimy o tym nie piszą, jakby to był jakiś podziemny nurt, nieważny, dinozauryczny.
Także nieefektowny. Bez laserów, wodotrysków, tej całej bombastycznej otoczki i listy przebojów. Roger w luźnej koszuli i kamizelce jak rok temu, ze skromniusią dekoracją sceniczną w postaci jakiejś dziwacznej palmy.

I postać Aarona MacDonalda, Kanadyjczyka który towarzyszy Rogerowi od jakiś dziesięciu lat, grającego saksie, fletach, harmonijce ustną, klawiszach etc., słowem multiinstrumentalisty. Jego partie solowe były powodem kolejnej standing ovation i to takiej ze ściśniętymi gardłami.

Nawet dobrze, że prawie nie ma nagrań youtubowych z tego koncertu. Zwykle amatorskie nakrętki nie oddają atmosfery. Dlatego załączam parę nagrań z innych występów, takich mi nie żal. Najpierw dący Aaron, potem liryczna „Along Came Mary” i wspomniany „Breakfast”.

Może wdepnęłam właśnie w krąg siwowłosych groopies, które krążą po świecie za Hodgsonem i jego bandą? Może bilet do Londynu to początek szaleństwa?

 

 

 

 

 

Join the discussion

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *